Nie wyrzucę, bo szkoda, a nie chodzę, bo niewygodna....

Tak mogłabym opisać 1/3 zawartości mojej szafy. Postanowiłam zrobić rekonesans i wyszukać te ubrania, których mi wybitnie szkoda wyrzucić, a nie bardzo lubię w nich chodzić. Oczywiście jako pierwszy rzut na taśmę idzie coś różowego :)
Bluzka z bershki, zakupiona omyłkowo rozmiar mniejsza (co ze mnie za sierota obrzygana)...  Kolor super, materiał bardzo fajny, lekko połyskujący przypominający w dotyku coś a la satyna bawełniana, czy jakoś tak.
O ile chodzić w niej mogę, o tyle ze zdejmowaniem były problemy, bo jak tu przecisnąć piersi przez koszulkę, która jest nieelastyczna i dodatkowo zwężana ku dołowi? Krój pachy i rękawków narzucił mi pomysł aby poddać się konwencji trójkątów. Tak też dokonała się następująca transformacja.





Oczywiście zeberka chasa sobie po obu moich boczkach, a nie tylko po lewej stronie :)

Potargane w tym celu:
  • dwa ścinki tkaniny w zebrę ze spódnicy
  • nici

2 Responses so far.

  1. Sistu says:

    Grunt to pomysłowość :D

  2. Wyspa Ewci says:

    dokładnie :) Ach! My kreatywne :P

Leave a Reply

Każdy może dodać komentarz, proszę tylko od podpis, bym wiedziała jak się zwracać do danej osoby.

Popularne posty

Followers